wtorek, 2 stycznia 2018

Fotograficzne PODSUMOWANIE ROKU 2017



Fotograficzne PODSUMOWANIE ROKU 2017 



Kończy się stary rok, nowy się zaczyna. Zawsze w tym czasie, choć na krótko, oglądamy się za siebie, wracamy wspomnieniami do minionego czasu i próbujemy go ocenić. Był dobry, czy zły, co się zmieniło? Czy spełniły się nasze zeszłoroczne życzenia i marzenia? Czy tak jak sobie (zapewne co roku) obiecaliśmy, zabraliśmy się za siebie, zaczęliśmy ćwiczyć, czytać więcej książek, uczyć się nowych języków czy przebywać więcej czasu z bliskimi i znajomymi w zamian za mijające godziny w wirtualnym świecie? Mogłabym zapytać refrenem jednej z piosenek, którą tak bardzo lubiłam śpiewać podczas wyjazdów oazowych. 


"Jaki był ten dzień, co darował, co wziął

Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno

Jaki był ten dzień, czy coś zmienił, czy nie

Czy był tylko nadzieją na dobre i złe.."


Pewnie tak jak u każdego i w "moim"roku 2017 było kilka wzlotów i upadków. Chwil pięknych jak i tych smutnych. Były choroby, pogrzeby, wesela, chrzty. Na szczęście więcej w tym roku  tych szczęśliwych momentów i przy nich się zatrzymam :)  


Rok 2017 zaczął się ZIMOWO, poznałam nowy sport i od razu go pokochałam- biegówki! Jak się okazało rodzinny Beskid Niski oferuje świetnie przygotowanymi i oznakowanymi trasami, z założonym śladem. Znajdziemy też kilka wypożyczalni z nowym sprzętem i mapę Śnieżne trasy przez lasy  






Jeszcze w styczniu, korzystając z zimowej aury, Tomasz próbował nauczyć mnie wspinania po lodospadach, a na koniec miesiąca wybraliśmy się na Zimowy Maraton Świętokrzyski




Styczeń, luty i marzec to miesiące wysokiego sezonu i ciężkiej pracy w zajmującej mnie branży turystyki narciarskiej. Pomimo to udało się wygospodarować czas na treningi oraz wystartować w zawodach na orientację.  Z XVI Ekstremalnej Imprezy na Orientację SKORPION  przywiozłam z wspólnie z Tomaszem statuetkę za I miejsce w kategorii MIX na 50 km. Miesiąc później w Rajdzie Dolnego Sanu, z czasem 7.04 udało mi się zając III miejsce. 





2 marca to będzie ważna data dla tego bloga, wtedy zapadła decyzja o założeniu:) 
Od tego czasu na blogu pojawiło się 40 wpisów co oznacza ok 4 wpisy na miesiąc. 



Marzec to również miesiąc chrztu mojej pierwszej siostrzenicy Nali, a co się z tym wiąże wyjazd do Niemiec. Czy wiecie, że tam to już czas na pierwsze wycieczki rowerowe, zieloną trawę, pikniki i boom kwiatowe? 




Miesiąc się nie skończył, a ja już w drodze do następnego kraju- Włochy. Ląduje w  Pizie, którą polecam zwiedzić nawet mając tylko 1 dzień. Natomiast moim prawdziwym powodem lotu jest udział w wymarzonym biegu SCIACCHETRAIL, Cinque Terre Ultra Trail. Jak się potem okazało był to ostatni bieg w mojej karierze z powodu problemów z kręgosłupem. Dlatego tym bardziej cieszę się z tego malowniczego zakończenia biegowej "kariery". 
Aby niespodzianek nie brakowało, z wyjazdu wróciłam już jako narzeczona :-) 


cinque-terre-jak-dojechac-co-zwiedzac?



SCIACCHETRAIL, Cinque Terre Ultra Trail

Święta Wielkanocne udały się na tyle ciepłe, że wraz z rodzinką wybraliśmy się na pasmo Vyhorlat na Słowacji.  Polecam nawet na 1 dzień.




Na nieco dłuższy wyjazd mogłam sobie pozwolić dopiero na majówkę. Tradycyjnie, jak co roku podróż planuje wraz z klubem UKT Mimochodek.  W tym roku ruszyliśmy do naszych południowych sąsiadów, na Słowację. Zaczęliśmy od Słowackiego Raju, który łącznie w zeszłym roku odwiedziłam trzykrotnie, a skończyliśmy w Górach Choczańskich. Coś nowego i coś pięknego!




w drodze do Słowackiego Raju z UKT Mimochodek 




Słowacki Raj, Przełom Hornadu



Velky vodopad, Słowacki Raj, trasa przez Piecky



Nowa via ferrata na Słowacji- Słowacki Raj, dolina Kysel


W czerwcu nigdzie nie musiałam się ruszać z Krakowa, im cieplej tym więcej się tutaj dzieje, a czerwiec był pod tym względem wyśmienity: Parada Smoków, Wianki, Kongres Tłumaczy Literatury Polskiej, Teatry Uliczne. Strasznie się cieszę, że mieszkam właśnie tutaj  ❤❤❤❤



Lipiec wyjątkowo w tym roku był dla mnie miesiącem podwójnie gorącym! Wybrałam się do KAZACHSTANU, gdzie temperatura 40 st. C. nie jest niczym niezwykłym... krótki zaledwie 10 dniowy wyjazd pozwolił na spenetrowanie niezwykłego Kanionu Szaryńskiego, kilku pieknie położonych jezior, następnie kilkudniowej wędrówki w Tien-szanie oraz na odwiedzenie dwóch dużych miast: stolicę Astanę i Almaty. 



KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) o zachodzie słońca


Kok-Tobe, Ałmaty, restauracja i kolejka 


Ałtau Zailijski, w drodzę na przełecz "Turystów" 

W sierpniu prawie każdy weekend spędziłam w Tatrach, a jeśli nie tam, to w podkrakowskich dolinkach w skałkach. W taki oto sposób po raz trzeci zdobyłam Rysy (1 raz od strony Słowackiej), podziwiałam widoki z Polskiego Grzebienia, dotarłam do Chaty Terego, w mgle odszukałam Krywań, a wisienka na torcie była wspinaczka na Łomnicę drogą Jordana.


Polski Grzebień 2200 m n.p.m


słynna toaleta w drodze na Rysy :) 2250 m. n.p.m.


Łomnica 2632m n.p.m.


Krywań 2494 m n.p.m

Wrzesień stał pod szyldem KIWON-a, czyli biegu na orientację w Beskidzie Niskim, który przygotowywałam wraz z Towarzystwem Przyjaciół Ziemi Lipińskiej "Jastrzębiec" oraz Tomaszem. Był ogromny stres- czy wypali, ale była też radość z samej organizacji i uśmiechnietych twarzy zawodników.





W październiku i listopadzie pomimo coraz chłodniejszych temperatur, nie stroniłam od górskich wędrówek. W tym roku po raz pierwszy wybrałam się z ekipą SKPB na rajd jesienny w Beskidzie Niskim, a następnie już bardziej w zimowej aurze w towarzystwie Tomasza, poprowadziliśmy trasę w Beskidzie Żywieckim na rajdzie UKT Mimochodek  . 


Beskid Niski 


Babia Góra, 1725 m n.p.m.



Pod koniec listopada zaplanowałam mały urlop w "ciepłych krajach" przed rozpoczynającą się zimą:) Rok temu też o tej porze była to JORDANIA, a w tym roku PORTUGALIA. W przeciągu tygodnia byłam w Porto, Lizbonie, w Sintrze, na Cabo da Roca, Cabo da Inferno.




Zaraz po Portugalii trafiłam do Hinterstoder w Austrii aby po raz pierwszy w tym sezonie 2017/2018 poszusować na nartach.

Ubiegły rok to również świetne imprezy, małe i duże spotkania w gronie znajomych.  Nie da się wszystkiego wymienić ale wszytko pozostaje w sercu ❤




Na koniec życzę i sobie i Wam aby nadchodzący Rok 2018 był jeszcze lepszym od ubiegłego 😃

wtorek, 12 grudnia 2017

KSIĄŻKI- co mi wpadło w ręce w listopadzie

Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii.
Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak

Berenika i Piotr, dziennikarze i autorzy bloga IceStory, wpadli na pomysł by objechać całą Islandię (obszar równy jednej trzeciej powierzchni Polski), znaleźć 21 opuszczonych budynków i napisać o nich opowiadanie. Opowiadanie, w postaci książki którą trzymam w rękach powstało, ale oczywiście w innym, niż w zakładanym formacie. I chyba dobrze. Już w trakcie ich podróży okazało się, że za każdym budynkiem i miejscem kryją się ludzie i ich historie. Aby zrozumieć tą magiczną wyspę elfów, krainę potworów i czarnoksiężników musieli wrócić do przeszłości. Odwiedzają maleńki i odizolowany Djupavik, gdzie powstała jedna z największych na świecie przetwórni ryb. Przedstawiają fenomen „wypraw śledziowych” oraz smutne skutki kryzysu finansowego, który dotknął Islandię w 2008 roku. Za każdym opowiadaniem stoją mieszkańcy Islandii, a nie jest to kraj dla ludzi o delikatnej skórze...tutejsi ludzie są zrobieni ze skał i lodu.

Jak twierdzą autorzy, mieszkają nie tylko na najpiękniejszej wyspie świata, gdzie można znaleźć wszytko, choć nie ma tam niczego; „Surowy, krajobraz. Zdrowe jedzenie. Krystaliczne powietrze. Samotność po horyzont.”

Wyspa aktywnych wulkanów i olbrzymich lodowców, gorących źródeł i tysięcy wodospadów przyciąga z roku na rok coraz więcej turystów. Niesie to za sobą zarówno pozytywne efekty dla rozwoju gospodarki ale równocześnie niszczy piękne, nieskazane piękno przyrody. POLECAM przeczytać przed podróżą, choć mnie nie ukrywam trochę zniechęciła, poczekam do czasów, aż znów wszyscy o Islandii zapomną...i będzie znowu dziko.

Czyta się najlepiej z podkładem znanego islandzkiego zespołu Solstafir .




Polska Odwraca Oczy, Justyna Kopińska

-Zawsze chciałam być policjantką śledczą- mówi Kopińska- Ścigać przemoc dotykającą bezbronnych ludzi. Dziś robię to jako dziennikarka.

Czytam i otwieram oczy ze zdziwienia, po czym mam ochotę je zamknąć i nie pamiętać o czym przeczytałam. Jest XXI wiek, wydawałoby się że Polska to taki łagodny, cywilizowany kraj, a tutaj ... reportaże o psychicznym i fizycznym znęcaniu się nad pacjentami szpitala psychiatrycznego. Unieruchomienie chłopca przez 1871 godzin, polewanie zimną wodą, bieganie boso po mrozie, bicie, gwałty, traktowanie dzieci jak zwierzęta. Wychodziło się w gorszym stanie niż się przyszło. Ale Kopińska raczej skupia się nie winowajczyni, której udało się uniknąć kary...
A może bardziej was zbulwersuje reportaż o Specjalnym Ośrodku Wychowawczym Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek w Zabrzu, tu przynajmniej mamy „happy end” gdyż przełożona siostra Bernadetta została odprowadzona do zakładu karnego.  Dowiemy się dlaczego policja ma prawie 100 % skuteczność w wykrywaniu zabójstw i przestępstw narkotykowych i dlaczego tuszowane są sprawy związane z "trudnymi” zabójstwami. Wisienką na torcie będzie rozmowa z żoną Mariusza Trynkiewicza, zbójcy czterech chłopców. 
Miłość potrafi być naprawdę ślepa... 

czwartek, 23 listopada 2017

ROSJA- jak załatwić wizę, koszty wyjazdu, ceny w Rosji [2016]




Wyjazd do Rosji nie należy do tanich choćby z powodu obowiązku wizowego oraz nie najtańszych biletów lotniczych. Natomiast już na miejscu ceny są porównywalne do Polskich. Oczywiście nasze koszty będą zależeć od typu wyjazdu i zakładanego planu. My opieraliśmy się na komunikacji głownie publicznej (czasami wynajmowaliśmy prywatnego busa, który wychodził nie wiele drożej) oraz na noclegach w zabranych namiotach, sporadycznie w hostelach/kwaterach (3/12). Miasta zostawialiśmy szybko w tyle, plątaliśmy się po górach i małych wioskach co zdecydowanie sprzyja oszczędzaniu. Dlatego też na spędzone na miejscu dwa tygodnie wydałam ok 550-600 pln. Całość wyjazdu czyli lot+ transport+wiza+koszty na miejscu wyszedł w granicach 2200 pln. W porównaniu do wyjazdów z biur turystycznych są to grosze.


Najważniejszą sprawą będzie zakup biletów lotniczych ew pociągowych jeśli chcemy dojechać koleją. Z powodu ograniczenia czasowego wybraliśmy lot. Jedynym minusem tej opcji był dojazd w naszym przypadku do Budapesztu. Oczywiście można wylecieć z Warszawy do Moskwy, ale cena zwykle jest dużo wyższa. Lot na termin  1-15.06.2016 zakupiliśmy 7 miesięcy wcześniej. Aeroflot wypuścił wtedy grudniowe promocje ;)

Linie –Aeroflot Russian Air na trasie: Budapeszt- Moskwa-Irkuck; koszt: 1218 PLN
Połączenie do Budapesztu LuxExpress- 38 PLN w 2 strony z KRK i WAW


Następne kroki, które należy wykonać przed wyjazdem to wyrobienie wizy. A nie jest to takie proste jeśli chcemy zrobić to tanio... Aby dostać wizę należy mieć:


1. Paszport, ważny co najmniej 180 dni.


2. Wniosek wizowy wypełniony wyłącznie elektronicznie w języku rosyjskim bądź angielskim i wydrukowany za pomocą specjalnej strony internetowej Departamentu Konsularnego MSZ Rosji:http://visa.kdmid.ru.; można wypełniać samemu a można za pośrednictwem biura- 20 PLN.


3. Jedno zdjęcie – koniecznie postać na wprost, ja musiałam zdjęcie poprawiać... bo jak mnie poinformowałą Pani w okienku konsulatu „jest za mało na wprost”.


4. Potwierdzenie przyjęcia turysty zagranicznego wystawione przez rosyjską firmę turystyczną, zarejestrowaną w rosyjskim Federalnym Rejestrze Touroperatorów- to załatwiamy oczywiście przez biuro polskie lub w moim przypadku Czeskie biuro "Zirhamia" (bo taniej) koszt od 80 PLN


5. Ubezpieczenie zdrowotne z pokryciem €30 000 ważne na terenie Federacji Rosyjskiej na okres pobyty w Rosji. Ja miałam Ubezpieczenie AXA wykupione przez Baltic Tour (KL 30 tys Eur, NNW 4 tys Eur, bagaż 400 Eur, OC 50 tys eur) koszt od 64 PLN


I mając to wszytko możemy składać dokumenty o wizę w kosulacie- nie centrum wizowym bo ich posrednictwo kosztuje dodtkowo 30 Euro, chyba ze nie mamy czasu czekac na wizyte u konsula (w Krkakowie czekałam 1 miesiac i parę dni, w Warszawie mniejsze kolejki- ok 2 tyg).

Wiza turystyczna (do 30 dni) – 152 PLN + opłata za wpłatę 10 PLN

Reasumując min kosztów aby dostac glejt w paszport przy założeniu że masz poprawne zdjęcie, sam wypełniasz wniosek i sam składasz paszport w konsulacie to ciut powyżej 300 PLN. Przy zleceniu tego do agencji turystycznej jest to ok 500 pln.

Transport na miejscu, wejsciówki, wyżywienie itp. Zostało wymienione w teksie. Mi na dwa tygodnie mając część wyżywienia z Polski poszło ok 550-600 PLN.


Nasze główne cele wyjazdu- Moskwa & Irkuck & Bajkał (Olchon) & treking w Tunkińskie Golce 

Uzbierała się grupa 10 osób co pozwoliło nam na wynajmowanie busa i pewna niezależność. Był to duży plus gdy okazało się że nie ma miejsc w autobusie i musimy czekać na następny dzień.

PRZYKŁADOWE CENY

Noclegi:
-hotel nad Bajkałem w Sludiance 500 rubli/os

-kwatera Sludianka 350 rub/os i bania za 150 rubli

-kwatera w Archan 350 rubli/os

Przejazdy:
-Moskwa, koszt marszrutki lotnisko-metro 350 rubli, metro 30-50 rubli (można wykupić kartę za 50 rubli i tam doładowywać "wejścia"
-Przejazd pociągiem Sludianka- Port Bajkał 96 rubli
-Prom z Port Bajkał- Listwianka 62 ruble
-Bus Listwianka - Irkuck to koszt 120 rubli +50 rubli plecak
-Irkuck- Olchon 800 rubli z plecakiem za marszrutke, która podjechała dla naszej grupki. Na dworcu w Irkucku były 3 autobusy w ciągu dnia (godz: 8.00, 9.00, 10.00 ) w cenie 640 rubli z bagażem

INNE
-wstęp na wyspę Olchon 90 rubli/os
-woda  30-60 rubli
-bliny  50 rubli  
-piwo w knajpie 80-100 rubli
-czeburiaki 60-70 rubli 
- zupa rybna „ucha” 40 rubli
gaz- mały 210 rubli, duży 430 rubli 


niedziela, 29 października 2017

ROSJA - Kolej Krugobajkalska & Listwianka & Port Bajkał & wyspa Olchon [2016]

Góry za nami, pora ruszyć na "morze", przed nami historyczna trasa magistrali transsyberyjskiej przebiegająca nad brzegiem Bajkału zbudowana w latach 1899-1949 - kolej Krugobajkalska oraz piękna wyspa Olchon.




Za nami treking w Tunkińskich Golcach, a przed nami:

Sludzianka (Bajkalska popijawa) -Port Bajkał (pociąg)– Listwianka (prom)-Irkuck-wyspa Olchon m.Jałga- treking do Chuzir- Charancy - Chalagaj –Piaszczynnaja- powrót do Chuzir-Irkuck-Moskwa-Budapeszt- sweet home Kraków!


8.06.2016
Sludzinka, muzeum minerałów i "schronisko". Budzimy się ok 8.00 ale widząc rzęsisty deszcz nie wychodzimy ze śpiworków. Jest mgła, mokro i zimno wiec trzeba zweryfikować plany. Pik Czerskiego odpada (później od innych turystów dowiedzieliśmy się, że był tak zasypany śniegiem, że na niego nie weszli). Naszym dzisiejszym celem staje się wyrobienie meldunku. Informacje gdzie iść i co mówić dostajemy od Pani gospodarz Żygalowej. Zbieramy się powoli i wychodzimy ok południa. Odjeżdża stad bus nr 1. Do centrum. Administracja to dość ładny budynek, który znajduje się z lewej strony placu z fontanna patrząc w kierunku „żelieznadarożnyj wokzał”. Nie jest jednak tak łatwo jak Żegalowa z Muzeum Minerałów mówiła. Rejestracji nie dostajemy gdyż miejsce gdzie spaliśmy nie jest oficjalnie zarejestrowane jako noclegownia! Dostajemy adres do Hotelu aby się tam zarejestrować na ul. Krugobajkalska 1, za cerkwią, zaraz nad Bajkałem. Budynek widać jest niedawno wybudowany i pachnie świeżością. Właściciele nie wiedzą co z nami zrobić jeśli chcemy tylko meldunek, nie chcemy spać i dlaczego go nie dostaliśmy u Żygalowej? Zaczyna się dzwonienie do administracji, a my zaczynamy wiec negocjować ceny noclegów... z początkowej ceny 1 tys za osobę bierzemy dwa pokoje 4 –ro osobowe po 500 rubli /os. pozostaje tylko wylosować kto śpi na podłodze. Samo ustalanie meldunku i cen zajmuje nam godzinę, ale pada cały czas więc co mamy lepszego do roboty jak nie negocjacje. Zostawiamy w końcu paszporty do skserowania i wypisania rejestracji. Idziemy już nieźle głodni na miasto. Ciągle pada. Zwiedzamy najbliższy magazyn (100 m), a zaraz potem tą cerkiew, gdzie spotkaliśmy księdza. Mijamy fontanny, na przeciwko jest sklep samoobsługowy Spar i Bank z wymiana walut, po prawej Rynek z warzywami i owocami. Tam tez jest Cafe-restauracja, ale porcje dość male i drogo. Nie polecam. Wciąż pada. Wracamy do pokoju zakupując omula i alkohol. Potem wiadomo co - popijawa. Na wyjeździe trzeba się integrować. Idziemy spać późno i w ciężkim stanie wstajemy tez późno.


"speciały" których nigdy na wschodzie nie brakuje 


Sludianka, jeśli spotkać Polaka to tylko pod kościołem 






9.06.2016
Nigdzie się nie musimy spieszyć, wiec gdy pól załogi jeszcze śpi, idę z Anetą pospacerować nad Bajkałem. Spotykamy tylko jedną duszę, pana rybaka. Przechodzimy przez niewielkie, biedne osiedle  i wracamy do hotelu. Ok 12.00 i idziemy zakupić bilet na elektriczke. Cena 96 rub.

 




Są tylko 2 wagony i lokomotywa wiec wygląda zabawnie taki mini pociąg. Jedziemy mega wolno, tempem truchtu. Czas podroży 5 h, ok 80 km (14:21-19.30). Pociąg jeździ 4 razy w tyg ( czw, pt, nd,wt). Po drodze stajemy kilka razy na 5 min. przerwy. Można wyjść i zrobić zdjęcie. Atrakcją jest ponad 30 tuneli i kamienne mostki. Jedziemy dosłownie obok Bajkału wiec widoki zmieniają się z każda zatoką. Myślę że nikt nie żałował, że czekaliśmy na tą kolejkę 1,5 dnia. W Porcie Bajkał jest jeden budynek z muzeum kolei Krugobajkalskiej, bufet i hotel. Kilka kroków od dworca jest prom skąd będziemy odjeżdżać. Odjazdy zmieniają się generalnie co 2 miesiące ale jest 2-4 połączenia dziennie rano zaczynając od 6.40. Koło kolei jest tez żyrant z pitna woda. Oddalamy się od portu w celu rozbicia namiotu. Do wyboru jest plaza lub nasza wersja -wzgórze nad portem na przeciwko cerkwi z pięknym widokiem na Bajkał i port. Jedyna niedogodnością jest 320 schodów do pokonania. Dodatkowym bonusem jest nie zabezpieczona sieć Wi-Fi :D

Idziemy spać wcześnie z racji ustalenia pobudki na 5 rano.

kolej Krugobajkalska Sludianka-Port Bajkał

 



Port Bajkał i nocleg jak z bajki



Prom odjeżdża punktualnie o 6.40 (62 rub, ok 30-40 min). Lądujemy na samym końcu Listwianki k. muzeum Bajkału i decydujemy się podejść do centrum miejscowości (aczkolwiek z tego miejsca tez można złapać busa do Irkucka, busy jeśli nie są pełne to się zatrzymają). 


prom do Listwianki


Listwianka




Bus Listwianka - Irkuck to koszt 120 rub +50rub plecak. Irkuck- Olchon 800 rub z plecakiem za marszrutke, która podjechała dla naszej grupki. Na autowoksalu w Irkucku były 3 autobusy w ciągu dnia (godz: 8.00, 9.00, 10.00 ) w cenie 640 rubli z bagażem, niestety na ten dzień miejsc wolnych już nie ma i kombinujemy prywatna marszrutkę. Plus jest taki ze nie zatrzymuje się na przystankach i jedzie szybko. Dojeżdżamy w 5 h. Po drodze jest 1 dłuższy postój k. restauracji i sklepu. Warto zakupić wodę bo na Olchonie prócz jeziora kiepsko z nią. Sklepy poza sezonem zamknięte, a w tych otwartych drożej (woda 1l 50-60 rub).


 
w oczekiwaniu na prom na wyspę Olchon 



Aby się dostać na Olchon znów bierzemy prom, ale idzie szybko, podobno w sezonie można tu postać w oczekiwaniu na swoją kolej. Wysiadamy w m. Jałga czyli przed stolica wyspy Chyzir. Jest tutaj jezioro przedzielone od Bajkalu pasem piasku-jez.Chanchoj. Miejsca na nocleg duzo, tylko trzeba wysprzątać (od krowich placków;) Dookoła są przygotowane toalety, kosze na śmieci. W sezonie działają tez Cafe i bania. Wieczór spędzamy na wędrowaniu po klifie i graniu w makao dopóki nie zmarzliśmy do szpiku kości.

jezioro Chanchoj






11.06.2016
dzień przeznaczony na wędrówkę w centralnej części wyspy. Idziemy ok 8 km do jeziora Szara Nur. Ścieżka przechodzi przez wioskę Jagla, początkowo idzie równolegle do drogi gł. po czym odbija w prawo. Jest dobrze wyjeżdżona przez samochody ale tylko jeden nas mija. Po 2h i paru wzniesieniach jesteśmy na miejscu nad słonym jeziorem, z którego zostało kilka mało zachęcających zapachem kałuży i błota koloru żółtego. Popełniamy drugie śniadanie i ruszamy do Chużyru.


 






Przed nami wg GPS-a 14 km, a wg przewodnika 16 km. Trasa wiedzie na początku prze las i pod gore. Potem wychodzimy na otwarta przestrzeń i wiem, że gdzieś za wzniesieniem jest Bajkał :) ok 14.00 trafiamy na wzgórze z widokiem na „stolicę” z Bajkałem w tle. Jest tez altanka gdzie można sie schować przed słońcem, a tego nam dziś nie brakuje, za to wody tak...

Jeszcze niecała godzinka zejścia na azymut i jesteśmy na początku Chuziru. Tam oczywiście zażywanie cywilizacji w postaci coca-coli, czeburakow i innych smakołyków. Juz pod koniec wsi jest dworzec, a raczej 1 malutkie pomieszczenie. Kupujemy bilety powrotne na 14.06 na 10 rano (510 rub). Jeszcze kawałek dalej, na końcu "autostrady" która przedziela wieś znajduje się supermarket, gdzie jest największy wybór w porównaniu do dotychczasowo mijanych magazynach. Najedzeni i po zakupach idziemy za wioskę szukać miejsca noclegowego. Wprawdzie daleko nie ma (10 min do plaży), ale jest tak blisko cywilizacji ze Bajkał jest b.syfiasty. Dużo glonów, ciężko nabrać wodę do picia i morze meszek. Te tak denerwują, że myje się tak szybko jak się da.

 







12.06.2016
Budzi nas poranny deszcz. Plan to iść na północ wyspy. Mijamy wieś Charancy. Jest tam połączona z lądem wyspa, oraz restauracja i hotel "Pan". Nazwa nieprzypadkowa, gdyż należy do polskiego małżeństwa. Po 25-ciu latach pracy w Irkucku wybudowali gościniec i spędzają tu każde lato.






Droga nasza wiedzie albo plaza albo klifem. Są ładne zatoczki z widokiem na morze jednak po 12.00 mnie droga zaczyna się dłużyc, teren monotonniej. Przed Chalagaj zostajemy złapani i sczesani przez straż parku(!?) 90 rub/os. Następna wieś to Chalagaj, ale nie działa tu żadne Cafe ani magazyn. Stąd droga jest tez bardziej piaszczysta, niektóre samochody zakopują się w piasku. Mija nas dużo rowerzystów i chyba jest to najlepszy sposób zwiedzania tej wyspy nie licząc elementów przepychania roweru przez piasek. Po 20 km docieramy do rampy i budki z oplątami. Jeśli ktoś nie zapłacił wcześniej to teraz nie ma już wyjścia. Zwłaszcza mowa o samochodach. Zaraz następuje najbardziej zapiaszczony fragment drogi i jesteśmy na miejscu w miejscowości Piaszczynnaja (ciekawe skąd nazwa ;). Zachodzimy do Cafe z nadzieja na czeburaka, ale sa tylko bliny z masa krowkowa (50rub) i piwo (100 rub). Wieś, a właściwie możne 3 zamieszkałe domy, słynie ze śpiewających piasków. Znajdziemy tu też szczątki byłego mola. Niestety nie widać opisywanych w przewodniku ruin baraku po przetwórni ryb i budki strażnika. Samo miejsce jest spokojne, woda i plaza czysta. Rozbijamy się pod laskiem z widokiem na Bajkał- bo jak inaczej?:)











13.06.2016 
Budzimy się automatycznie wcześnie, ale słysząc padający deszcz drzemiemy do 8.00 
Tylko Mundek zerwał się rano, zebrał i wyszedł z zamiarem osiągnięcia najdalej wysuniętego punktu wyspy (20 km do przyl. Choboj). My idziemy z powrotem prosto do Chuziru z zamiarem łapania stopa. Jest gorąco. Samochodów i marszrutek mnóstwo ale oczywiście jadących na koniec wyspy. Ku naszemu zdziwieniu jest b.duzo turystów z Chin, chyba z 90%. Docieramy do stolicy w zawrotnym tempie ok 16.00 już wcinamy ulubione czeburiaki (60-70 rub) w Cafe- Rybka. Tym razem próbuje zupy rybnej „ucha” (140 rub).


Piaszczynnaja



 









Zaliczamy oczywiście supermarket i zmierzamy na już znane miejsce rozbicia obozowiska. Przed nami piękny wieczór wiec wykorzystujemy go na kąpiele i mycie, a następnie spacerujemy na skałę szamanki. Kobiety maja zakazany wstępu na sama wyspę ale wcale nie trzeba na nią wchodzić aby zauroczyć się tym miejscem. Zbliża się zachód słońca wiec zostaje dłużej. Powrót plaza jest utrudniony ze względu na wszechobecne meszki. Przed snem gramy jeszcze w karty i do śpiworków.


droga do skały szamanki 

skała szamanki



14.06.2016
De facto nasz ostatni dzień który jesteśmy w Rosji. Wyjeżdżamy o 10.00 z wyspy wiec mamy sporo czasu na śniadanko i souveniry ( ceny najlepsze na "krupówkach" czyli ulicy idącej od skały szamanki do centrum bo można się potargować. Pamiątki są tez w supermarkecie i w jurcie na przeciwko Cafe Rybka. Okazuje się ze każdy region ma coś charakterystycznego dla siebie, chińszczyzna wszędzie podobna. W Arszanie taniej były skarpetki, szaliki, kapcie z wełny wielbłąda, zioła i herbatki. Polecam przepyszny rododendron. Na Olchonie za to cale bogactwo omula, mnóstwo maskotek foczek i też herbatki ziołowe. Matrioszek nie ma, są w Irkucku, a największy wybór widzieliśmy w Moskwie. Na lotnisku w Irkucku ciut drożej, ale ceny do przeżycia. Są nawet pakowane w szczelną folie ryby jeśli ktoś nie chce wcześniej ich nosić w plecaku.
Marszrutka z Chuziru do Irkucka jedzie równo 5 godz. Plusem jest ze mamy pierwszeństwo na przeprawie promowej, a samochody osobowe musza czekać. W sezonie można poczekać w kolejce nawet godzinę/y. Z dworca w Irkucku jest b.blisko na piechotkę do domu Europy z koronkowymi drewnianymi elementami ok 10 min. Jest tam tez informacja turystyczna, mapy miasta i sporo przewodników za free. Ponadto skorzystać można z wi-fi, toalety, a panie wytłumaczą jak jeżdżą autobusy na lotnisko (np 80 z ul.Lenina i Dzierzgoje). Zwiedzamy kilka uliczek z drewnianymi domami, co każdemu polecam, spożywamy obiad, jeszcze raz robimy zdjęcie z turysta na ul. Marksa i zaraz obok robimy ostatnie zakupy w supermarkecie.


Irkuck 




good bay Lenin! 







Ulubionym trunkiem na wyjeździe stalo sie piwo baltika sprzedawane w litrowych puszkach, które jest po prostu DOBRE (już przy pierwszej puszce powstało motto wyjazdu, a mianowicie jeśli nie wiecie: może być piwo dobre i niedobre, a to jest dobre;) Do piwa obowiązkowo suchariki które są w różnorakich smakach i czasem z sosami. Moim ulubionym trunkiem był tutejszy kwas. Cukierki/czekolady/batoniki sa zdecydowanie drożej niż u nas wiec planując treking warto zabrać z PL. Czekolada- lub jej imitacja od ok. 5pln.

Po 20.30 zbieramy się na lotnisko (15 rub), busiki sa b.czesto i spokojnie do 22.00 można dojechać. Na lotnisku z łazienek robimy sobie banie żeby jako tako wyglądać, kolo Subwey (na pietrze) można skorzystać z wi fi ( lotniskowe wifi dziala tylko na rosyjskim numerze karty telefonicznej- taki psikus).





15.06.2016 
 Wylot o 5.30 więc na nogach jesteśmy o 3.00. Lotnisko jest mega małe wiec wszędzie są kolejki i takie partyzanckie sprawdzanie. Nawet treków nie ściągam gdzie jest to przeważnie regułą.


KOMPLETNIE nikt nie pyta nas ani w Irkucku ani w Moskwie o „obowiązkowy” meldunek. Nadmienię że jest na 10 osób i lecimy na 3 różne sposoby różnymi liniami, więc raczej nie jest to przypadek. Po prostu ten nakaz jest już nie aktualny, a przynajmniej nikt nie sprawdza meldunku przy przelocie samolotem.



Lądujemy w Budapeszcie, znów mamy czas do odjazdu LuxExpres i skrzętnie go wykorzystujemy. Warto zakupić całodniowy bilet komunikacji miejskiej bo można się przejechać zabytkowym tramwajem, a raczej czymś w stylu kolejki górskiej i przepłynąć promem po Dunaju z super widokiem na parlament i Zamek. Koszt biletu 1650 FT. Z lotniska odbiera mnie mój luby więc czas tym bardziej szybko i miło zleciał.


dobranoc Budapeszt!