wtorek, 8 sierpnia 2017

KAZACHSTAN- gdzie pojechać, co warto zobaczyć? [2017]

Od roku w Kazachstanie został zniesiony obowiązek wiz dla Polaków i jest on coraz częściej wybierany jako dość egzotyczny kierunek. Dodatkowo ze stolicą Kazachstanu mamy bezpośrednie połączenie samolotowe LOT-em z Warszawy. Ogromny kraj, wiele możliwości, dużo przyrody, przepiękne góry Tien-Szan, miasta na jedwabnym szlaku,  wybór jest naprawdę trudny, zwłaszcza jeśli nie mamy zbyt wiele czasu aby zobaczyć wszytko co chcemy. 


Zobaczcie co my wybraliśmy  mając do dyspozycji zaledwie 11 pełnych dni. 


1. KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) 

KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) o zachodzie

KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) widok na Eco Park Tourist Resort 


KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) o zachodzie

KANION SZARYŃSKI (Charyn Canyon) o poranku


Spędziliśmy tutaj cały dzień, podziwialiśmy zachód słońca i prawie zdążyliśmy na wschód ;) Obeszliśmy każdy ciekawy kamień, przeszliśmy wzdłuż kanionu górą, dołem i weszliśmy tam gdzie stała tabliczka z zakazem. Jeśli miałabym wskazać najlepsze ze wszystkich miejsce w Kazachstanie które zobaczyłam to byłby właśnie Kanion Szaryński. Robi ogromne wrażenie, mieni się kolorami, czerwonymi o zachodzie, złotymi o poranku. Wg mnie must see w Kazachstanie !


2. JEZIORO KOLSAY I i  KOLSAY II 


Kolsay I na wys 1818 m. n.p.m.
Kolsay II jest na wys. 2252 m. n.p.m



Kolsay I na wys 1818 m. n.p.m.


























Dokładnie rzecz ujmując to jezior tak naprawdę jest 3, ale to ostatnie ze względu na zbyt bliską granicę z Kirgistanem jest niedostępne. Do jeziora Kolsay I na wys 1818 m. n.p.m. dojedziemy samochodem, do drugiego mamy ok. 8 km trekingu pod górę. Kolsay II jest na wys. 2252 m. n.p.m. Droga przy ładnej pogodzie jest bardzo malownicza, wiedzie początkowo wzdłuż brzegu pierwszego jeziora, a następnie lewą stroną górskiego strumienia. Treking ok 2-2,5 godz. w jedną stronę. Trasa łatwa (jeśli nie zgubicie buta tak jak ja w górskim strumieniu), widoki zacne :) 



3. JEZIORO KAJYNGDY (KAINDY LAKE) 


jezioro Kaindy, z "podwodnym" lasem widziane z góry



jezioro Kaindy, kolor wody powala na kolana! 


kemping pod jeziorem Kaindy

video
kemping pod jeziorem Kaindy


Tutaj urzekło nas nie tylko piękne jezioro Kaindy, z "podwodnym" lasem, ale i styl życia mieszkańców, prowadzących kemping pod jeziorem Kaindy. Jeziora (obok Kaindy jest jeszcze dwa mniejsze) dostarczają pitną wodę, ryby, są miejscem do kąpieli i prania.

Jeśli się zastanawiacie skąd te drzewa w jeziorze, podpowiem że zbiornik powstał na początku XX w. w wyniku trzęsienia ziemi. Spadające skały utworzyły tamę w wąwozie, ten napełnił się wodą. Drzewa w jeziorze Kaindy, jak widać dobrze się zakonserwowały, trzyma je lodowata woda nie przekraczająca 6 st.Największe wrażenie robi niesamowity turkusowy kolor wody w jeziorze!




4. ŚPIEWAJĄCE WYDMY W PARKU NARODOWYM "AŁTYNEMEL"


Śpiewające wydmy w Parku Narodowym „Ałtynemel”

Śpiewające wydmy w Parku Narodowym „Ałtynemel”


Doprawdy jest to dość dziwne, gdy po przemierzeniu setek kilometrów po stepie, wyrasta przed nami 150 metrowa wydma ciągnąca się przez 2-3 km.  Wygląda tak surrealistycznie, jakby ktoś postanowił że pośrodku niczego wybuduje wielką piaskownicę. Przy ładnej pogodzie mamy widok na Tien-Szan, oraz może usłyszymy słynnego "śpiewu"porównywanego do dźwięków organ.
UWAGA! jest piekielnie gorąco i piasek może poparzyć stopy!






5. PETROGLIFY  TANGBAŁY ORAZ TAMGAŁY TAS




PETROGLIFY TANGBAŁY, na północ od miejscowości Karabastau


PETROGLIFY TANGBAŁY, 5000 rysunków naskalnych!


TAMGAŁY TAS, buddyjskie rysunki wyryte w XVII w.

Nazwy dwóch całkiem osobnych stanowisk są bardzo podobne, natomiast różnice ogromne.

TANGBAŁY (zwane również Tamgały) znajdują się na północ od miejscowości Karabastau, jest to kompleks około 5000 rysunków naskalnych z epoki brązu i żelaza! Rezerwat archeologiczny został nie bez powodu wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
To miejsce, z dala od cywilizacji było dla mnie małym zaskoczeniem. I chyba nie tylko dla mnie, bo gdy pytaliśmy o petroglify ludzie robili wielkie oczy z wyrazem"o co nam chodzi i gdzie to jest"?
PS. nie tylko dla pasjonatów archeologii, warto zobaczyć.

Natomiast Tamgały Tas (poniżej miasta Kapczagaj) to buddyjskie rysunki wyryte w XVII wieku przez Ojratów na skałach nad rzeką Ili.



6. KOK TOBE, ALMATY (AŁMA-ATA) 



w drodze na Kok-Tobe, widok na Ałmaty

Kok-Tobe, Ałmaty, restauracja i kolejka 

wzgórze Kok-Tobe, Ałmaty



Powiem szczerze, nie lubię dużych miast i unikam ich jak tylko mogę, a Ałmaty to największe miasto i była stolica Kazachstanu. Aczkolwiek niesamowicie urzekło mnie jego położenie u podnóża gór 
Tienszan, Zailijskiego Ałatau. Szczegolnie pieknie prezentuje się wieczorem, a nawet później o zachodzie słońca ze wzgórza Kok-Tobe. Można tam wejść, wjechać busikiem, albo wagonikiem. Nie istotne jak, ważne aby tam być! 



7. AŁATAU ZAILIJSKI, TREKING LEWYM TALGAREM  












Jeśli kochacie góry, dziką przyrodę, spanie w namiocie, ale nie koniecznie chcecie targać raki i czekan, to jest to treking dla was :) Nie będę oszukiwać że jest super łatwy, że każdy wam powie jak iść lub tak po prostu kupicie mapę, oj nie, trochę się trzeba natrudzić ale będzie to sowicie wynagrodzone pięknymi widokami. Na treking potrzebujecie 4 dni. Po drodze tylko dzikie zwierzęta, góry i woda.



8. ASTANA -abstrakcyjna stolica Kazachstanu 



Bäjterek, ponad stu metrowy monument i wieża widokowa w Astanie, fot. Adam Wójcik

Astana, nowa stolica Kazachstanu, fot. Adam Wójcik




Czy ja nie pisałam przed chwilą że nie lubię dużych miast? I nadal to podtrzymuję! Jednakże Astana jest "inna", lśni czystością, błyszczy się z każdej strony i w dużej części jest w budowie. Jadąc z lotniska do centrum, miałam wrażenie że większość bloków została dopiero co wybudowana i jeszcze nie oddana do użytku. Ludzi jak na lekarstwo, zagęściło się dopiero koło dużych galerii, Uniwersytetu i pierwszą kolejkę w Kazachstanie zobaczyłam pod wieżą Bajterek. 
Ciekawostka: od serii banknotów w 2006, wieża Bäjterek znajduje się na odwrocie każdego banknotu waluty kazachskiej- tenge


Zapraszam również do GALERII ZDJĘĆ z wyjazdu 

niedziela, 6 sierpnia 2017

KSIĄŻKI, co przeczytałam w lipcu?

Pomimo tego, że lipiec był bardzo intensywny, pod znakiem przygotowań do wyjazdu i samego pobytu w Kazachstanie to nie zabrakło lektur, które przecież można zabrać w postaci pdf :) Wtedy pięciogodzinny lot, czy dłużąca się podróż pociągiem stają się lżejsze. Co mi wpadło w ręce tym razem?



1945. Wojna i pokój. Magdalena Grzebałkowska

Wstyd się przyznać ale o autorce dowiedziała się dopiero podczas Światowego Kongresu Tłumaczy, na warsztatach przestawiających współczesny reportaż. Krótki opis książki od razu mnie zainteresował. Myślę że teraz sięgnę o dwie wcześniejsze prace p. Grzebałkowskiej. Pomimo że jest to ciężki temat to naprawdę dobrze się czyta. 1945. Wojna i pokój. Ciekawe połączenie książki historycznej, reportażu i elementów autobiografii. Jedziemy razem z Panią Magdaleną przez Polskę na Ziemie Odzyskane, na Dziki Zachód i słuchamy opowieści zwykłych ludzi, ostatnich żyjących w tamtym pełnym sprzeczności i chaosu 1945 roku.

Podobno koniec wojny, ale jakby nie do końca. Toczą się mniejsze wojny o dom, o godne życie, lub w ogóle o przeżycie. Jakie to uczucie gdy wygonieni z własnych domów z polskich Kresów Wschodnich, całe miesiące jedzie się w bydlęcych wagonach, czy idzie za wozem z garstką rzeczy na zachód, aby zamieszkać w nowym, obcym domu. Domu często zamieszkałych jeszcze przez prawowitych pruskich, niemieckich, śląskich właścicieli. Czy już wtedy można układać sobie nowe życie? A może wciąż budzą się co noc ze strachem, bo właśnie przyjechała 20-sto osobowa polska grupa szabrowników, którzy z ziem wyzwolonych urządzili sobie gigantyczny darmowy supermarket.

„Jak w bajce. Firanki wiszą? Bierzesz, jak chcesz. Jak nie chcesz, to nie. I idziesz dalej....Nie nie czułam się jak złodziejka, plądrując ich (niemieckie) domy. Przecież to już było niczyje” czytam wspomnienia 86-cio letniej Niusi i dziwię się że kradzież można podzielić na tą dobrą i złą....


A co się stało z tymi Niemcami, przecież nie zapadli się pod ziemię? W całej Polsce powstają obozy, kilkaset obozów, niektórzy podają liczbę 1300. Czy są tam bielone ściany, kwiaty w wazonach i regularne posiłki jak podają dziennikarze „Życia Warszawy”? Czy raczej bardziej prawdopodobne są wspomnienia jednej z więźniarek o tragicznych, głodowych warunkach, brutalnych morderstwach, którzy Polacy fundują w zamian za tragedie która wydarzyła się na Ziemiach Polski...
POLECAM. 




Shantaram, Gregory David Roberts

Bierzecie do rąk ponad tysiąc stronicową książkę i zastanawiacie się czy pół roku wystarczy na przeczytanie...po czym pochłaniacie ją w parę dni. Oznacza to tylko jedno, Shantaram nie bez powodu zostało światowym Bestsellerem i warto porzucić kilka innych „cieńszych” pozycji aby przebrnąć przez Shantaram.

Nie będę niczego streszczać, powiem tylko tyle, że akcje dzieje się tak szybko, że trudno nam uwierzyć, że historia przydarza się jednej osobie. Na jednej stronie bohater jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi, a na drugiej siedzi w wiezieniu. Głównego bohatera i autora zarazem (tak, to autobiografia! O czym dowiedziałam się po przeczytaniu) pokochałam od samego początku, pomimo tego, że postać  więźnia, mieszkańca slamsów, dilera, fałszerza, gangstera w ogóle nie wydaje się możliwa do polubienia. Książka zrobiła na mnie wrażenie nie tyle z racji wartkiej akcji ale przede wszystkim z powodu wątków filozoficznych i trochę psychologicznych. Shantaram to także pamiętnik, poszukiwanie samego siebie, poznawanie filozofii Wschodu. To głębokie przyjaźnie, niespełniona miłość, ale i smutek i samotność. 


"Kiedy jesteśmy młodzi, sądzimy, że cierpienie to coś, co ktoś nam może zadać. Kiedy przybywa nam lat wiemy już, że prawdziwe cierpienie mierzy się tym, co nam odebrano."

"Jedną z przyczyn, dla których pragniemy miłości i tak rozpaczliwie jej szukamy, jest to, że miłość to jedyne lekarstwo na samotność, wstyd i smutek. Są uczucia, które zapadają w serce tak głęboko, że tylko samotność może je znowu wyciągnąć. Są prawdy tak bolesne, że tylko wstyd pomaga z nimi żyć. I są sprawy tak smutne, że w płaczu nad nimi może cię wyręczyć tylko dusza."

   

sobota, 29 lipca 2017

Nowa via ferrata na Słowacji- Słowacki Raj, dolina Kysel [2017]






Pomysł wybrania się na vie ferratę w Słowackim Raju powstał już przy okazji weekendu majowego, gdy razem z Tomkiem (student w podróży)  byliśmy tam na dwu dniowej "luzackiej" przechadzce przez przełom HORNADU oraz PIECKY i dowiedzieliśmy się że od zeszłego roku czyli sierpnia 2016 została otworzona "nowa" droga! 

Postanowiliśmy że jeszcze tego roku postaramy się tu wybrać, jako że podobno via ferrata nie jest rozpowszechniona i wieje pustkami oraz jest stosunkowo łatwa. Słowo się rzekło i dwa miesiące później stoimy u wrót wąwozu KYSEL. Szukając zwięzłej informacji o via ferrata w Kysel napotkaliśmy drobne problemy dlatego też postaram się krótko przedstawić jak się tu dostać, ile zarezerwować czasu, ile kosztuje wstęp na via ferratę w Słowackim Raju i gdzie wypożyczyć sprzęt? 

A więc zaczynamy! 

Jak się dostać na początek drogi via ferrata HZS Kysel ?

Dla uproszenia zamieszczę fragment mapy Słowackiego Raju ( na nowych mapach, via ferrata jest już zaznaczona). 

Start via ferrata jest na skrzyżowaniu szlaku żółtego i zielonego w "Kysel ustie"
Dostaniemy się tu na kilka sposobów:

1. Z Cingov, zielona ścieżka dydaktyczna i zielony szlak do"Kysel ustie", czas 1:30 

2. Z parkingu w Podlesok szlakiem czerwonym, żółtym i zielonym do Klastorisko i zejście żółtym do Kysel ustie- czas 2:25 wg mapy, trasa prosta, bez przeszkód, można pokonać szybciej (wybrana przez nas) 

3.  Spisske Tomasovce szlakiem zielonym aż do Kysel ustie- czas 1:50 wg mapy, trasa prosta, bez przeszkód, można pokonać szybciej. 

Meta via ferrata to  Obrovský vodopad stąd szlakiem żółtym po stupaczkach dochodzimy do Kysel ascetie  rozgałęzienia  na dwa wąwozy: Malý Kysel i Veľký Kysel (ok 10 min). Też z tego miejsca mamy ok 30 min do Klastorisko.





Jak długo zajmuje przejście via ferrata HZS Kysel ?

Standardowy czas przejścia to 1,5- 2,0 godziny. 
Czas zależy głównie od ilości osób na trasie, oraz od tego jak często się fotografujemy ;) 


Ile zapłacimy za via ferratę w Słowackim Raju? 

Najpierw musimy kupić bilet wstępu do Parku czyli 1,5 Euro/os , następnie osobno bilet wstępu na via ferratę 5,00 Euro/os. Parking w Podlesok na cały dzień 3 Euro. 

Co ciekawe bilety wykupuje się w Podlesoku w osobnych okienkach. Wstęp do Parku w kasie, a na via ferratę obok, w okienku z upominkami...może to kiedyś zmienią bo trochę bez sensu.  


Gdzie wypożyczyć sprzęt (lonża, kask, uprząż) ? 

W Podlesoku takim miejscem jest własnie sklep z upominkami/mapami obok kasy, gdzie kupuje się rownież wstęp na ferratę. Należy  wpisać się w księgę, podać nr dowodu i po opłacie 10 Euro/ os dostajemy sprzęt. Zwrot do godziny 18:00 
My akurat mamy swój ale widzieliśmy kilka osób w wyposażonym zestawie i prezentował się dobrze.

Czy warto się wybrać? Uważam że TAK! Dla mnie była to pierwsza via ferrata, obawiałam się trudności, a okazała się naprawdę łatwa i bardzo dobrze przygotowana. Spotkaliśmy tam o wiele mniej osób niż na standardowej trasie w przełomie Hornadu czy Piecky. 


Poniżej krótka fotorelacja. Zdjęcia z telefonu więc jakość gorsza, mam nadzieje wybaczycie :)  Zaczęliśmy w Podlesoku idąc na Klastorisko.






Przejście z Klastorisko w stronę Kysel ustie. Płasko tylko przez pierwsze kilka minut, potem odbijamy w prawo i schodzimy mocno w dół przez najbliższe pół godziny. 






Dochodzimy do wąwozu Kysel. Ubieramy sprzęt ale jeszcze nie używamy. Początkowe drabinki są tak nisko że idziemy potokiem. Zapewne podczas wyższego stanu wody spełniają swoje zadanie.





Via ferrata prowadzi wąwozem potoku Kysel który przez ostatnie 40 lat był niedostępny!  Po tym jak 16 i 17 lipca 1976 w pożarze spalił się las na lewym brzegu wąwozu, z powodu zagrożenia spadającymi drzewami i skałami odcinek ten zamknięto do odwołania. Stąd te ogromne ilości połamanych drzew które musimy pokonać.





Dochodzimy do wodospadu Kaplnkovy i idziemy już mocniej w gorę. 





Przed nami moja ulubiona, najwęższa część wąwozu. Tutaj tworzą się największe kolejki jeśli akurat trafimy na innych ludzików.   




Prze chwilę teren się wypłaszcza idziemy korytem potoku, po paru minutach wracamy na via ferratę i nawet nie wiadomo kiedy bo tak szybko czas zleciał jesteśmy przy Obrovský vodopad. Robi wrażenie. A zwłaszcza pionowa trasa przy nim. 








Obrovský vodopad, via ferrata Słowacki Raj


W górnej części Kyseľ rozgałęzia się na dwa wąwozy: Malý Kyseľ i Veľký Kyseľ. Obydwie te odnogi są udostępnione do zwiedzania, mamy jeszcze sporo czasu więc wybieramy się zielonym szlakiem na Veľký Kyseľ. Zdecydowanie nie jest to uczęszczany szlak, jest spokojnie, klimatycznie, dużo starych kładek i stupaczek. Po drodze trzy wodospady. Po godzinie jesteśmy już na rozwidleniu Biskupske chyzki i powoli wracamy do samochodu do Podlesoka. Z rozwidlenia wg mapy jest to dokładnie 2 godziny. Całość wycieczki zajęła nam 6,5 godziny.  











piątek, 30 czerwca 2017

Cinque Terre- jak dojechać, co zwiedzać ? [2017]



port w Riomaggiore, Italia




Jak dojechać do Cinque Terre?



Na początek warto wiedzieć, że Park Narodowy Cinque Terre składa się z pięciu miejscowości: Riomaggiore, Monteroso al Mare, Corniglia, Vernazza, Manarola doskanale ze sobą połączonych - pociągiem.



Do Cigue Terre kiedyś można było dostać się tylko statkiem/ łódką od strony morza, od lat 6o-tych XX wieku można przyjechać samochodem ale najlepiej udać się pociągiem. Jeżdżą bardzo często, trasa jest poprowadzona w dużej części nad morzem z pięknymi widokami i jest przystępnie cenowo.

Zdecydowanie najszybciej i najtaniej będzie nam się dostać z Pisa. Sprawdzałam też możliwości z Bolonii i Genui ale zdecydowanie najlepiej będzie z Pisa. Tylko przypomnę że mamy tam bezpośrednie tanie loty z Polski z Krakowa, Gdańska i Warszawy. 

Przykładowo cena pociągu z Pisa do Bonassola (już za PN Cinqe Terre) to koszt 9.80 euro. Wszystkie pociągi maja przesiadkę w portowej miejscowości La Spezia. Możemy stad wziąć kolejny pociąg do jednej z 5 nadmorskich miasteczek (koszt Pisa-La Spezia ok 4,5 euro)..albo rozpocząć wędrówkę do Parku już z La Spezia. Najbliższe miasteczko to Riomaggiore, 13 km ze stacji La Spezia.

I powiem wam, pokochałam te pociągi we Włoszech! Są szybkie, często, wygodne i tanie. Przejazd z Pisa do Riomaggiore zajmie nam 1:20-1:30 już z przesiadką! Pociąg regionalny nie obija się tylko jedzie miejscami 160 km na godzinę.  Chciałam wam jeszcze jedną NIE OCZYWISTĄ rzecz podpowiedzieć, bilety we Włoszech są 
ważne na 4 godziny od czasu skasowania. Można to wspaniale wykorzystać! Np kupujesz bilet z Pisa do Monterosso al Mare, a po drodze wysiadasz w Riomaggiore, Vernaza czy innej miejscowości na którą masz spokojnie 1,5 godzinki zwiedzania :) Ważne tylko aby się zmieścić w tych 4 godzinach od momentu skasowania biletu do dotarcia do naszej mety.


Tyle o transporcie, przejdźmy do tego gdzie warto się zatrzymać w Cinque Terre... Każde miasteczko uważa, że to właśnie ono jest najważniejsze i najpiękniejsze, ja jako turystka mogę być bardziej obiektywna, ale powiem szczerze, te 5 miejscowości z pięknymi kolorowymi portami i wąskimi, klimatycznymi uliczkami są do siebie bardzo podobne i będzie wam ciężko odróżnić jedno od drugiego :)  Niemniej jednak niech przemówią zdjęcia i krótki opis :) 


W Riomaggiore rozpoczyna się słynny szlak "miłości", koniecznie należny sprawdzić czy jest otwarty na przykład na stronie https://cinqueterre.a-turist.com ale przez najbliższe 3-4 lata podejrzewam ze będzie zamknięty, a przynajmniej taka informacje dostałam w punkcie informacyjnym Parku. Po tragicznej w skutkach lawinie błotnej z 2011 roku wciąż pozostaje wiele do naprawy.



Wejście na szlak jest płatne. Może okazać się ze będzie nam się opłacać zakup specjalnej turystycznej karty w La Spezia- Cinque Terre Card.



Są 2 wersje karty : tylko wejściówka do parku lub wejściówka plus poruszanie sie pociągami na trasie La Spezia-Livorno.


RIOMAGIORE


dojeżdżając pociągiem z kierunku La Spezia, przechodzimy tunelem na druga stronę torów. 
Mamy 3 opcje dalszej drogi.


1. W lewo po schodach do góry na trasę via di amore. Ładny punk widokowy i knajpka. Niestety zamknięte wrota na szlak miłości. Otwarty dopiero za pare lat. Warto podejść i rzucić okiem aby się upewnić w tym, że kiedyś trzeba będzie tu wrócić.


2. W prawo, tunelem wzdłuż torów tak jakby wracając sie w kierunku La Spezia. Po przejściu tunelu możemy zejsc w dół schodami do portu, zresztą bardzo malowniczego! Właśnie z portu pochodzi większość zdjęć tego miasta. Jeśli nie boimy się skakać po kamykach, można podziwiać miasto od strony morza :)


3. Natomiast wychodzac z tunelu i idac do gory,a nastepnie po 200-300 m ostro do góry w lewo,wyjdziemy na wzgorze ponad miastem. Sa wskazowki na kaplice. Na gorze oprocz kaplicy sa ruiny zamku oraz przepiękny widok na Riomaggiore, morze i cytrynowe sady. Oj tak cytryny są na każdym kroku.


port w Riomaggiore, Italia

widok ze wzgórza, Riomaggiore, Itallia

widok ze wzgórza, Riomaggiore



wszech obecne cytryny, Riomaggiore

zamknięta "via di amore", Riomaggiore, Italia



MANAROLA



Druga z kolei miejscowość Cinque Terre i drugi piękny port. Osada prawdopodobnie sięga swoimi korzeniami czasów rzymskich (nazwa wywodzi się od „Manium Arula”). Część domów jest zgrupowana na skalistym urwisku, a inne wzdłuż doliny potoku Rio di Groppo. Historyczne zabudowania okalają uroczy, położony w centrum plac.

port w Manarola, Italia


port w Manarola, Italia




CORNIGLIA



Trzecia, jako jedyna nie położona nad morzem, a 100 m n.p.m. Dodatkowo najmniejsza ze wszystkich 5 miejscowości. Gdy dotrzemy na stację dworca kolejowego, będziemy mieli do pokonania jeszcze ponad 377 schodów do centrum miejscowości :) Można też skorzystać z autobusu, kursującego pomiędzy stacja, a centrum. Miejscowość była znana w średniowieczu na dworach europejskich z powodu wytwarzanego tu wina wysokiej jakości. Za kościołem znajduje się punkt widokowy zarówno na samą Corniglię jak i na okoliczne miejscowości wchodzące w skład Cinque Terre, a także na położone na zboczach gór winnice, ogrody i sady cytrusowe. A jeśli już o tych mowa to jest to świetne miejsce aby właśnie wybrać się na szlak po winnicach! Jesteśmy już tak wysoko że nie będzie to tak męczące jak z miejscowości ulokowanych nad morzem. 








VERNAZZA


Czwarta z kolei miejscowość Vernazza z charakterystycznym  wzgórzem zamkowym i wieżą Belforte (możliwe wejście na wieże za opłatą) oraz kolejnym pięknym portem. Miałam wrażenie że jest tu spokojniej niż w Riomaggiore i Manaroli. 















MONTEROSSO AL MARE


Tutaj zaczynała się i kończyła moja największa przygoda i powód do przybycia do Cinque Terre - bieg,  SCIACCHETRAIL, Cinque Terre Ultra Trail. Monterosso to największa i najstarsza (1056 r.) spośród miast Cinque Terre. To tu znajduje się też największa plaża w Cinque Terre. Ja natomiast zachęcam na zapuszczenie się na Lazurową Ścieżkę wiodącą do Vernazzy, wzdłuż wybrzeża, gdzie spotkamy prawdziwe przyrodnicze cuda natury :) Podobno to najsłynniejsza i najpopularniejsza wsród turystów ściażka- i wcale się nie dziwię, widoki zapierają dech w piersi. 
Długosć trasy pomiędzy Vernazza-Monterosso to 3,3 km, spacerowy czas przejścia ok 80 min.




widok na Monterossa al Mare


plaża w Monterosso al Mare



na trasie Vernazza-Monterosso al Mare