wtorek, 22 sierpnia 2017

KAZACHSTAN- relacja cz.I. Objazdówka Kanion Szaryński- j. Kolsay- j. Kaindy-Ałtynemel [2017]




W Kazachstanie spędziliśmy 11 dni. Niewiele jak na tak ogromny kraj. Dlatego każdy dzień chcieliśmy tak zaplanować aby jak najwięcej z niego wycisnąć. Postawiliśmy na południe kraju i jego największe atrakcje




Poniżej dość obszerna relacja pierwszej części wyjazdu, dla zobrazowania czego się można spodziewać już będąc na miejscu. 

Znajdziecie informacje jak załatwiliśmy samochód z kierowcą i wyruszyliśmy do Kanionu Szaryńskiego, jeziora Kolsay I, Kolsay II, jeziora Kaindy oraz Śpiewających Wydm w Parku Narodowym Ałtynemel. Dowiedzie się czy warto zobaczyć petroglify i jaka jest różnica pomiędzy Tamgały Tas, a Tangbały. Porównacie ceny, bo zawsze pojawia się pytanie podczas przygotowań wyjazdu, ile zabrać pieniędzy do Kazachstanu i czy w Kazachstanie jest drogo?  Gdzie kupić gaz i gdzie zanocować? 

Przed wyjazdem również zastanawialiśmy się jak z Astany dostać się do Ałmaty? Znalazłam dwie opcje: 
1. nocny pociąg,  ponad 1400 km wiec jedzie długo od 19.00-7:30 i kosztuje ok 220 pln w 1 stronę. Na pewno świetna przygoda jeśli macie czas. 
2. Samolot np. linia Scat w 2 strony od 350 pln.


Dzień 1. 
Wylot z Warszawy późnym wieczorem, do Astany dolatujemy po 4,5 godzinach, dla nas to trzecia w nocy, a tutaj już siódma rano. Z terminala 1 idziemy na terminal 2 na loty krajowe. Jest czysto i przyjemnie. Panuje przyjemna temperatura ok 20 st. Mamy trochę czasu wiec drzemiemy, następny lot do Alamaty o 12.30. Scat na pokładzie w przeciągu 1:40 min oferuje nam cukiereczki, napoje, kanapki wiec jest to miłe zaskoczenie. Gdy pilot ogłosił że dolatujemy, a na zewnątrz panuje "haroszaja" temperatura bagatela 37 st C., miny nam zrzedły. Pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu to jakby stanąć w piekarniku. Wszystkie bagaże dotarły wiec szybciutko zbieramy sie na autobus do centrum miasta Alamaty. Spod terminala odjeżdża bus 92 (koszt 80 KZT; około 1 zł), który jedzie na Abay Ave obok interesującej nas Seifullin street. Mamy tam namiar na dobrze zaopatrzony sklep sportowy Limpopo. Oprócz gazu po który przyszliśmy sa uczynni panowie, zwłaszcza ok 50-cio letni pan z działu trekingu drukuje nam mapę satelitarna Ałtaju Zalijskiego i tłumaczy jak iść na treking:) z mapami generalnie chyba jest problem, mówią ze sprzedali ostatnia mapę ekipie przed nami i że i tak nie jest za dobra, więc nie mamy czego żałować. Pytamy się o wszelkie możliwości dotarcia do Kanionu Szaryńskiego czy do interesujących nas jeziorek, ale panowie rozłożyli ręce i stwierdzili że najlepiej dojechać tam samochodem albo z zorganizowaną wycieczką. 

Mapa gdzie łatwo znaleźć duży sklep turystyczny min. z gazem- 1300 KZT i mapami.  






 W Limpopo outdoor polecają tez już wcześniej wyczajony Hostel- ART HOSTELJest zaledwie 550 metrów od sklepu turystycznego  i jest tani 2500 KZT/ 28 PLN. 


 W takim pociesznym jeszcze nie spałam. Wchodzimy w blokowisko, dzwonimy pod numer 45, drzwi sie otwierają i wchodzimy do przerobionego 3 pokojowego mieszkania na hostel. Nowy, czyściutki i chłodno, pościel ręczniki i te sprawy. Wiec co mnie dziwi? Nie tyle osobny pokój męski i żeński ale boksy do spania. Na jednej ścianie wbudowana jest szafa z 8 boksami/łózkami. Pod nimi szuflady zamykane na kłódkę, plecaki maja stać pod druga ścianą. Właściwie hostel cały dla nas. Rozsiadamy sie na kanapie w pokoju dziennym i oddychamy w klimie;) Jest niedziela późne popołudnie i  biura turystycznego otwartego nie znajdziemy, pytamy wiec w Hostelu o możliwość zorganizowania nam kierowcy na 4 dni. Początkowo recepcjonistka proponuje nam 2 dniowe w pełni zorganizowane wycieczki (z wyżywieniem i spaniem) my jednak mając dużo żywności i namioty chcemy tylko samochód. Po godzinie czasu już mamy namiar na Rahid z Backpakers Hostel która organizuje nam samochód. Umawiamy sie na 39 000 KZT (ok 440 pln) za osobę i ustalamy plan przejazdu. Spanie, wyżywienie i wejściówki są w naszym zakresie. Wycieczki zorganizowane na 2 dni na jeziora z  opłaconym noclegiem i wyżywieniem to koszt od 15 000 KZT, jeśli chcemy do tego dodać Kanion ok 25 000 KZT/290 pln. Polega to na tym że zbierają ekipę 5-6 osób i w drogę. W Backpakers Hostel są też organizowane wyjazdy do Kirgistanu czy Almaty Lake. Generalnie o co nie zapytacie- zorganizują, kwestia za ile. Im więcej zbierze się osób to mniejszy koszt. Jako że byliśmy grupą 6 osób z góry było nam łatwiej negocjować cały samochód. 




Dzień 2. 
Następnego dnia wcześnie rano spotykamy się pod blokiem z naszym kierowcą-przewodnikiem Valerym. Plecaki idą na dach, samochód jest idealnie na 6 osób. Jedziemy ok 3,5 godziny do kanionu Szaryńskiego, po drodze zatrzymujemy sie na ostatnie większe zakupy przed "dziczą". Dalej sa sklepy ale wszytko drożej i w mniejszej skali. Na trasie jemy tez drugie śniadanko w sprawdzonej i zareklamowanej przez kierowce knajpce. Na naszych oczach jest krojone i pieczone mięso z baraniny które jest tutaj podstawą kuchni. 






Ostatnie parę kilometrów do kanonu wiedzie już bardzo kiepska, piaszczysta droga. Po przejechaniu bramek i zapłaceniu myta (BILET 727 KZT) przejeżdżamy jeszcze ok 3 km i rozpoczynamy treking. Nie ma żadnych szczególnych map, kierowca mówi ze idziemy w dół 3 km do bazy gdzie możemy rozstawić namioty. A wiec idziemy! Witaj przygodo! Już po paru krokach nam się podoba i wyjmujemy aparaty, a te 3 km pokonujemy w tempie żółwia zatrzymując się co chwile na zdjęcia. 



wjazd do Kanionu, stąd jeszcze 3 km 







W bazie pełna cywilizacja. Można wynająć do spania domki, jurtę, jest restauracja, tylko piwo ciepłe bo lodówki nie działają;)  Z bazy okazuje się że dalszej drogi nie ma. Tzn z jednej strony oddziela nas rzeka, zbyt niebezpieczna aby przejść, z drugiej są strome skały, z trzeciej przyszliśmy, a z czwartej stoi znak że dalsza droga jest niebezpieczna dla życia. Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy sprawdzić to niebezpieczeństwo. Idzie się wzdłuż rzeki i po sypkich skałach. Daleko nie doszliśmy bo droga nam się skończyła poza tym widoki bez jakiś rewelacji. Stwierdziliśmy że lepiej wrócić do serca kanionu i pooglądać go od góry. Namioty rozłożyliśmy nad rzeka. Pomiędzy jurtami, a domkami, obok wiaty jest ścieżka prowadząca do mini polanki. Bezpłatnie. 
Natomiast kanion z góry to było coś. Zwłaszcza o zachodzie słońca. Dzień bardzo lajtowy, można go skrócić o połowę, tzn. przyjechać do kanionu popołudniu, lub nie zostawać na noc. 



EKO-PARK, do wynajęcia domki i jurty

EKO-park, restauracja 




Kanion z góry, widok na EKO-PARK 




Idąc gorą, w połowie kanionu była ścieżką-skrót prowadzący na dół kanionu i już o zmierzchu wróciliśmy do namiotu. Woda z rzeki nadaje się do mycia ale na pewno nie do picia. 

Dzień 3. 

Rano wróciliśmy do samochodu i jedziemy dalej. Na jeziora Kolsay. Przed nami ok 3 godz jazdy. Po drodze jest sklep więc można nabyć świeże pieczywo i lody dla ochłody. Zatrzymujemy się również na chwilę przed "czarnym kanionem" czyli częścią kanionu Szaryńskiego. 





Jezior Kolsay generalnie jest trzy ale podejść można na dwa. OK. 3 km przed 1 jeziorem płacimy za bilety i wjazd samochodu (727 KZT/wstęp osobno płatne namioty jeśli chcemy nocować- 700 KZT). Pełna biurokracja, wpisujemy się do 3 zeszytów. 




KOLSAY I, możliwość kempingu 


Samochód zostaje przy pierwszym jeziorze, a my idziemy dalej. Kolsay I jest na wys. 1818 m i mierzy 1 km długości. Kolsay II na wys. 2252 m jest położone w jeszcze w ładniejszej scenerii. Oddalone od siebie są ok 8 km. Na wycieczkę powinniśmy zarezerwować 5-6 godzin w strony.

W teorii wokół jeziora są dwie ścieżki, z prawej i lewej strony. Wg mapy rozrysowanej k. budki z biletami powinno iść sie prawa strona jeziora, a potem kilka razy przechodzi sie przez rzekę zanim dojdzie sie do 2 jeziora. A wiec stwierdziliśmy że nie będzie różnicy jak pójdziemy strona lewą jeziora, a wrócimy dla odmiany prawą. Różnica była. I nasza wycieczka zdecydowanie się przedłużyła. Z lewej strony idzie się lasem i plusem jest ze jest cień, minusem ze ścieżką się zawęża, dużo odcinków jest w gore i w dół, a na koniec jeziora okazuje się że musimy przekroczyć rzekę (!!) bo główna ścieżką wiedzie tylko i wyłącznie prawa strona i w ogóle nie przechodzi na lewą. Znaleźliśmy najpłytsze miejsce i dawaj, przechodzimy. Wpadłam na genialny pomysł aby przerzucić swoje buty na druga stronę...i tak zaczęła się godzina przygoda w poszukiwaniu straconego buta który został porwany przez bystra wodę. Z oczu go straciłam po 5 sekundach. I stoję tak w połowie rzeki z jednym butem i zastanawiam się co teraz. Adam pobiegł na koniec gdzie strumień wpada do jeziora i gdzie stał rybak ale ten mówi że nic nie płynęło...a wiec pewnie zaplatał się gdzieś po drodze. Rzeką iść się nie da bo woda jest lodowata i w innych zwężających się odcinkach mogła by porwać. Brzegi są tak zarośnięte ze nie da się wszędzie dojść. Już obmyślam plan jak będę wracać z zwinięta nogą moja apaszką i liczyłam się z tym że z wyjścia w góry na treking nici.  Kolejne dłużące sie dla mnie minuty gdzie ekipa szuka, a ja siedzę i nie mogę za wiele zrobić na bosaka. W końcu wracają wszyscy na raz, nie ma radosnych okrzyków z daleka, miny posępne i mówią, że chyba musiał się zatopić albo wypadł w takie chaszcze że nie widać. Aż tu nagle wyciąga Iza z za pazuchy MOJEGO BUTA. Okrzyk radości i cała opowieść jak to Ania zauważyła treka zaczepionego o gałąź, który nagle zaczął płynąć i wyskoczyła w swoich nowiutkich butach na ratunek mojego. Na szczęście buta wyłapał pan rybak wchodząc do wody w swoim uniformie po pachy.


lewa strona KOLSAY 1


lewa strona KOLSAY 1

musimy przejść przez rzekę na ścieżkę do KOLSAY II 


Zjedliśmy lunch, buty trochę podeschły i idziemy dalej. Normalny czas dojścia do jeziora to 2,5-3 godzimy. Pierwsza cześć wzdłuż 1 jeziora jest stosunkowo płaska, następnie idąc wzdłuż rzeki delikatnie podchodzimy pod górę, natomiast ostatnie 2 km to najcięższy fragment i tępo zdecydowanie spada. Przy 2 jeziorze skręcamy w lewo przez kładkę i dochodzimy na polane z ładnym widokiem. Na prawo od jeziora jest zakaz przejścia i stoi żołnierz. Jesteśmy blisko granicy z Kirgistanem. Wracamy już poprawnie, właściwa strona  pierwszego jeziora.




KOLSAY II

KOLSAY I, prawa strona jeziora


Jeszcze tego samego dnia jedziemy na kolejne jezioro Kanidy. Prowadzi tu ciekawa dość górska droga. Przejeżdżamy nad mini przepaścią, po wertepach, po rzece i już po zachodzie słońca docieramy do budki z biletami (sami w życiu byśmy tu nie dotarli). Wstęp 662 KZT/OS plus namioty i wjazd samochodu 750 KZT/namiot



droga do jeziora Kaindy 


Jest zimno, ok 13 st. Przy jeziorze podobno jeszcze zimniej. Docieramy do niego po ok 15 minutach. Jest pole namiotowe i 2 jeziorka gdzie można nabrać wody do gotowania, połowic ryby, umyć sie i zrobić pranie. A przynajmniej to wszytko tutaj robią miejscowi, a my z nimi.







Dzień 4. 


Do jeziora Kanidy (tego z wystającymi drzewami) wybieramy się następnego dnia. Jest bardzo blisko od kempingu, ok 10-15 min spacerem. Można je obejrzeć z góry i dołu a nawet od tyłu:) Zaliczamy wszystkie wersje, bo wiemy że to jedyny spacer tego dnia, a cala resztę spędzimy w samochodzie. Poza tym ładnie tu:) ścieżki są wydeptane, raczej się nie zgubicie. Na całość za zdjęciami wystarczy ok 1,5 h. Niektórzy zażywają też kąpieli w Kaindy, twierdząc że lodowata woda odmładza :)



Kaindy od przodu 

Kaindy od tyłu 


Kaindy z góry 

Ok 12.00 ruszamy z obozu i jedziemy na północ do ogromnego Parku Narodowego Ałtynemel. My zobaczymy tylko jego mały fragment, mianowicie śpiewające wydmy. Do bram Parku docieramy już późno ok 19.00. Po drodze mieliśmy tylko dwie małe przerwy, podziwialiśmy znów kanion Szarynski z góry, zatrzymaliśmy się na zakupy oraz na podziwianie widoczków. 





Okazuje się że Park zamknięty, w nocy wjeżdżać nie można ani nocować w obrębie Parku bo jest zbyt dużo zwierząt odwiedzających namiotowiczów. Poza tym przeraźliwie wieje. Nie jesteśmy w stanie rozłożyć namiotu i nocujemy w jurcie przy wejściu do Parku, koszt 1000 KZT/ok. 11 pln os . Obok jest domek Pana wynajmującego pokoje i sprawdzającego bilety wstępu do Parku. Obok jurty jest przybytek w postaci basenu,prysznica i czegoś w rodzaju źródełka z beczki. 


jurta przy wjeździe do parku Ałtynemel

wnętrze jurty


Następnego dnia rano kierowca za nas wybiera się do miast po bilety wstępu gdyż nie ma kasy przy wjeździe do Parku. Dziwne rozwiązanie. Koszt na nasze 7 os (bo liczą też kierowce) to 7400 KZT / 85 pln. Po jego powrocie, czyli po ok 40 min, pakujemy bagaże i w drogę na wydmy. Marzył nam się tu zachód albo wschód słońca ale wjazd jest w godzinach 9-18.00 i koniec. Od bram jedziemy dobre 30 min zanim docieramy do wydm. Specyficznie wygląda ta kupa piasku na stepie. Piasek im później tym gorętszy. Żeby wam przypadkiem nie wpadło do głowy biegać tu na bosaka bo poparzenie gwarantowane. Wchodzimy na gore wydmy, trochę zdjęć i dół.Godzina nam w zupełności wystarczy.





w drodze na Śpiewające wydmy 










 To jest w zasadzie koniec programu zapewnionego przez biuro ale ciężko nam sie pogodzić z tym dlatego zaczynamy przeszukiwać przewodnik, zerkamy na mapę i podejmujemy próbę negocjacji z kierowcą o rozszerzenie planu wycieczki o petroglify Tamgały Tas. Jest to kompleks około 5000 rysunków naskalnych z epoki brązu i żelaza wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jednak jest tam dla naszego kierowcy zbyt daleko i zgadza się zabrać nas w inne miejsce do Tangały (poniżej miasta Kapczagaj) z buddyjskimi rysunkami wyrytymi w XVII wieku przez Ojratów na skałach nad rzeką Ili.

Droga początkowo od Park Narodowy Altyn Emel do Kapczagaj wiedzie główna gruntową drogą i jedzie się szybko. Dopiero od Kapczagaj po paru kilometrach skręcamy w boczną utwardzoną drogę. Po chwili ukazuje się mały kanion, ogromna rzeka Ili i skały na których wyryto wizerunki Buddy. Biletów wstępu nie ma. Czas przejazdu ok 2 godziny. 







Stąd już tylko 80 km to Almaty, czyli prawie jak w domu. Łącznie pokonaliśmy 1160 km samochodem.

Gdybyśmy mieli sami prowadzić samochód to na pewno zajęło by to dłużej ze względu na nieznajomość drogi oraz zmęczenie. Ale jest to możliwe, tylko zdecydowanie auto terenowe! W żadnym z tych miejsc nie widziałam marszrutki, można nimi dojeżdżać oczywiście do najbliższych miejscowości i dalej na stopa. Jest duża szansa złapać coś w 1-2 osoby, gdyż w te miejsce przyjeżdża sporo grup. Najczęściej są to terenowe 6 osobowe samochody. Plusem naszego wyboru była jeszcze rola Walerego który oprócz roli kierowcy, sam z siebie kotował nam wodę, opowiadał o życiu w Kazachstanie, czy miejscach gdzie przejeżdżaliśmy. Koszt tej objazdówki był najdroższym naszym wydatkiem na wyjeździe, ale myślę że nikt tego nie żałował.


Trasa naszego przejazdu 



W przygotowaniu cz. II.  AŁATAU ZAILIJSKI, TREKING LEWYM TALGAREM

oraz cz.III.  MIASTA KAZACHSTANU




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz