Na Zugspitze można wejść, od strony północnej,
przez lodowiec i ferrate. Wymagające wejście, mam nadzieję, że kiedyś mi się uda zaliczyć! (ps. raz już próbowałam- ale padało 3 dni i mam traumatyczne wspomnienia- nie pytajcie ;) Dla porównania dorzucę wejście łatwiejsze od południa przez dolinę Reintal.
Czy
wejście na Zugspitze jest trudne, może ktoś zapyta ? Nie, można je uznać za
sobotnio-niedzielny spacerek, jeśli tylko w naszym czasie wolnym się ruszamy ;)
Ile zajmuje wejście na Zugspitze z Partenkirchen?
– 1 dzień, 12 godzin.
Plan mamy prosty. Wstajemy wcześnie,
wychodzimy ok 2250m wyżej czyli na szczycik, tam podziwiamy widoczki i nocujemy.
Następnego dnia powrót i impreza na mieście;)Jeszcze tylko przed snem szybko
sprawdzamy pogodę i…i dupa jak zawsze, bo ma padać. Cóż, i tak idziemy.
Tak więc 16 czerwca 2011 zadzwonił budzik, po
śniadanku zwarte i gotowe wyszłyśmy ok 6.00. Mijamy stadion ze skocznią.
Warto tu przyjechać nawet tylko po to aby przejść się po Paternachklamm.
Chwilę później rozgałęzienie. Droga prowadzi
częściowo przez las, ale cały czas obok malowniczo płynącego Partnach. Pogoda
wbrew zapowiedzią piękna. I tak mijamy 1 schronisko w Bockhütte (zamknięte ) i odbijamy na zachód. Dopiero po wyjściu z lasu
widzimy szczyty otoczone gęstymi chmurami. Dla pocieszenia jest też całkiem
ładny widoczek na wodospad no i zbliżamy się do kolejnego schroniska gdzie
zaplanowałyśmy drugie śniadanie.
Wychodząc na prowadzenie pniemy się do
góry uważając czy coś nie leci spod nóg. Już widać kolejny pośredni punkt czyli
Knorrhütte. Podchodzimy serpentynami i po chwili
grzejemy się koło pieca popijając herbatkę. Tutaj przeważnie nocują turyści i następnego dnia „na lekko” wychodzą na
Zugspitze. My ubieramy kurtki i wychodzimy w stronę mgły. Pjawia się śnieg,
zmienia się też oznaczenie szlaku, zamiast malowanych szczałek i kopczyków są
tyczki;) Jest i zapowiadamy deszcz. Raczej straszy niż pada. Droga zaczyna się
dłużyć, a czas wskazuje że lepiej się pośpieszyć.
Na sam szczyt trzeba jeszcze zejść na dół za barierkami i drabinką do góry. Przytulamy się do „złotego” krzyża i robimy kilka fotek. Pusto. Cicho. Tylko wiaterek zagonił nas do schroniska z którego okienek oglądałyśmy przebiegające chmurki , zajadając kluski i popijając herbatką i tak aż do zachodu słońca;)btw klusek pomimo że wyglądały smacznie nie polecam. Pewnie lepszym wyborem byłoby piwo.
Nocleg na szczycie Zugspitze? czy to naprawde możliwe?
Tia…chmury i to deszczowe. Nie jest to nasz
wymarzony poranek.
Śpimy jeszcze dwie godzinki i zjeżdżamy do stacji Sonn Alpin
(ok. 4euro). Chmury nad nami i mgła pod
nami, ale jakże urocza :D Stamtąd prosto
do Garmisch-Partenkirchen. Tą samą drogą więc już nic nas nie zaskakuje. Po
południu niebo się przejaśniło, przydały się nawet bezrękawniki :D
Po drodze budujemy jeszcze swoje totem,
przyciągamy motylki i już zastanawiamy się co smacznego zamówimy w Garmisch.
Miasteczko bardzo przyjemne, zawsze lubiłam
bawarskie klimaty. A mięsiwo z knedlami i piwkiem wynagrodziły trudy :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz